Wyobraźcie sobie, że kawa, którą pijecie każdego ranka, przeszła dłuższą drogę, niż większość produktów w Waszej kuchni. Zanim trafiła do mojego pieca
Aillio Bullet, a potem do Waszego kubka, ktoś musiał zdecydować, jak „wydobyć” ziarno z wnętrza czerwonego owocu kawowca. Dziś opowiem Wam o metodzie, która jest uważana za najbardziej szlachetną i precyzyjną – o
metodzie na mokro, czyli tzw. Washed Process.
Czym jest obróbka „na mokro”?
W dużym skrócie: to proces, w którym usuwamy wszystko, co zbędne, zanim ziarno zacznie schnąć. Gdy rolnik zbierze idealnie dojrzałe owoce, trafiają one do maszyny, która zdziera z nich skórkę. Ale to nie koniec. Ziarno otoczone jest lepkim, słodkim śluzem. Aby go usunąć, kawa trafia do specjalnych basenów z wodą, gdzie zachodzi kontrolowana fermentacja. To tam dzieje się magia – mikroorganizmy „zjadają” resztki cukrów, pozostawiając ziarno nieskazitelnie czystym. Na koniec kawa jest płukana i trafia na słońce, by odpocząć.